poniedziałek, 24 listopada 2014

Walka z przeziębieniem i niespodzianka


2 lata temu  pod koniec listopada dopadło mnie przeziębienie. Od razu zaczęłam ratować się gripexami, fervexami i tym, co było akurat pod ręką. Do pracy oczywiście biegałam, no bo jak grypa to nie choroba, to tym bardziej przeziębienie. Zresztą chyba w każdej pracy chorować nie wypada.... No i sezon gorący się zbliża - święta, koniec roku, podsumowania, analizy, raporty.... Z dnia na dzień było tak sobie, może nie gorzej, ale na pewno też nie lepiej. I tak dotrwałam do Świąt Bożego Narodzenia. Już w Wigilię zaczęłam się dużo gorzej czuć, dlatego gdy nadarzyła się okazja prywatnej wizyty u lekarza postanowiłam skorzystać. Za wizytę zapłaciłam, receptę na leki płatne 100% wykupiłam. Na smażonego karpia, na którego cały rok czekałam, bo nigdy mi lepiej nie smakuje niż w Wigilię nawet nie spojrzałam... Wszystkie potrawy wigilijne mogłyby dla mnie wtedy nie istnieć, nie miałam ochoty na nie patrzeć, a co dopiero je jeść. Rozłożyło mnie totalnie i marzyłam tylko aby się położyć. Całe Święta spędziłam w łóżku, podniosłam się w ostatni dzień, no bo przecież jutro trzeba iść do pracy...Jednak nie poszłam, nie dałam rady...Zamiast tego odwiedziłam lekarza z prośbą o wypisanie L4, aaa i jeszcze nie wspomniałam, że na początku grudnia też byłam u lekarza, wtedy L4 nie chciałam wziąć na własną odpowiedzialność... I tak dzięki temu Święta spędziłam w łóżku, z Sylwestra też wyszły nici, spędziliśmy go z mężem w mieszkaniu, razem z nami bawili się katar, kaszel i inne wirusy... Potem okazało się, że wyjazd na narty też się nie uda, na szczęście dało się go przełożyć i nie straciliśmy zaliczki. Jakoś się pozbyłam choróbska, ale od tego czasu moja odporność masakrycznie spadła. Żałuję, że byłam taka głupia, że pracę stawiałam ponad wszystko, że nie zadbałam o siebie i o swoje zdrowie. Teraz byle okazja, a ja już mam katar, boli mnie gardło. I od tego się zaczyna, a kończy na antybiotyku.
W tamtym tygodniu znów mnie coś złapało. Obecnie mogę się tylko leczyć domowymi sposobami, choć one już nie są dla mnie tak skuteczne. Próbuję wszystkiego:) Dziś już jest lepiej, ale te kilka ostatnich dni spędziłam w łóżku, zła sama na siebie, że kiedyś postąpiłam tak głupio... Dlatego pamiętajcie - nic nie jest ważne i cenniejsze od Waszego zdrowia!
To tyle mojego wywodu. Końcówka będzie bardziej miła bo pochwalę się prezentem - w sumie nie dla mnie, ale dla osóbki, której jeszcze nie ma z nami (ale już niedługo będzie) i już jest najważniejszą dla mnie na świecie:)
Za prezent dziękuję Beatce z www.leniuszkowo.blogspot.com 
Króliczek jest śliczny :) i z niecierpliwością czeka na swojego właściciela :)











4 komentarze:

  1. prześliczny króliczek, zdrówka życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wracaj do zdrowia szybciutko :) Cieszę się, że króliś się podoba !

    OdpowiedzUsuń
  3. Duzo zdrowia! :)
    Króliczek śliczniutki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję dziewczyny! Trzymajcie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń